Saturday, 20 May 2017

Michał Krupa: „Miłość do trawy“ - recenzja książki.



Być może niektórzy z Was zwrócili uwagę na informacje zawarte w zakładce „O mnie“, a konkretnie na tę, że skończyłam filologię słowiańską. Nic więc dziwnego, że poza starymi książkami interesuję się wszystkim, co związane z kulturą i folklorem Słowian. Znalazłszy w skrzynce pocztowej zapowiedź książki Michała Krupy – „Miłość do trawy“, która zabiera czytelnika w świat spowity legendami, dawnymi wierzeniami oraz pogańskimi zwyczajami, od razu zapragnęłam ją przeczytać.



„Miłość do trawy“ opowiada historię Krzysztofa, który pewnego dnia wyrusza w Polskę w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące go pytania. Z początku nie jest jasne, jakiego rodzaju wątpliwości go trapią oraz jaki jest cel wędrówki. Z czasem kolejne wydarzenia odkrywają nowe elementy układanki, która w końcu zawiera się w spójną całość.

Krzysztof oraz jego dziewczyna/żona  Monika - posiadają niesamowity dar magicznego kontaktu z trawą. Obcowanie z przyrodą dostarcza im niezwykłych wrażeń, nieznanych i niemożliwych do zrozumienia dla zwykłego człowieka. Osób takich jak oni jest jednak więcej, lecz tylko niewielu udało się posiąść wiedzę związaną z mechanizmem działania tego zjawiska. Wiedziony ciekawością Krzysztof postanawia zgłębić tajemnicę i za wszelką cenę dowiedzieć się, jaki cel przyświeca niezwykłemu darowi oraz czy Monice i jemu nie grozi z jego strony żadne niebezpieczeństwo.

NARRACJA:
„Miłość do trawy“ napisana jest częściowo w narracji pierwszoosobowej (z perspektywy głównego bohatera) i częściowo w trzecioosobowej. Współczesna akcja jest chronologiczna, pojawia się natomiast mnóstwo retrospekcji, nie zawsze następujących po sobie czasowo. Są to przede wszystkim fragmenty życia Krzysztofa i Moniki sprzed wyjazdu, mające na celu wyjaśnienie okoliczności, które do niego doprowadziły.

POMYSŁ:
Idea umiejscowienia akcji we współczesnej Polsce, z dokładnym podziałem na ponure, szare, brudne miasto z mieszkańcami-zombie, dość neutralną wieś oraz czystą, idealną i nieskalaną przyrodę, przez pewien czas stanowiła dla mnie zagadkę. Dopiero po przeczytaniu kilku rozdziałów w pełni ją zrozumiałam. Biorąc pod uwagę główny zamysł autora, jakim prawdopodobnie było zwrócenie uwagi na otaczający nas świat i przyrodę oraz wzbudzenie ciekawości czytelnika jego miejscem w świecie, uznaję ten zabieg za bardzo udany. Opisane kontrasty, choć ewidentnie przesadzone, dobrze wpasowały się w historię, a nieskomplikowane, choć bardzo plastyczne opisy przyrody sprawiały, że w ułamku sekundy przenosiłam się myślami bądź do tych szarych miast bądź na piękną wieś.

Pomysł stworzenia niezwykłej więzi między człowiekiem a przyrodą uważam za oryginalny i ciekawy. Żałuję jednak, że historia nie została bardziej rozbudowana. Rozmowy Krzysztofa z napotkanymi bohaterami były drewniane i sztuczne, a ich reakcje często niewspółmierne do sytuacji. Dość fantastyczna opowieść Krzysztofa przyjmowana była przez wszystkich bez mrugnięcia okiem, choć wyobrażam sobie, że w prawdziwym życiu prędzej uznano by go za nieszkodliwego wariata. W „Miłości do trawy“ wszyscy natychmiast skorzy są do altruistycznej pomocy, wskazania odpowiedniego kierunku oraz efektownych odpowiedzi na zadane pytania. Moim zdaniem trochę to wszystko naciągane.


Sama „intryga“ chwilami robiła na mnie jednak spore wrażenie. Do końca nie byłam pewna, co właściwie kryje się za tą niesamowitą więzią człowieka z trawą, jaki przyświeca jej cel i dlaczego dotyczy tylko niewielu osób. Czytało mi się świetnie  dosłownie pochłonęłam tę powieść, choć język narracji wydawał mi się chwilami zbyt prosty. Z drugiej strony zakończenie historii trochę mnie rozczarowało, a część wątków była zbyt przewidywalna. Brakowało mi czegoś, od czego aż bym przysiadła, tymczasem po przeczytaniu książki pozostał niedosyt.

Podobne odczucia mam do „kwestii słowiańskiej“  liczyłam na to, że autor przytoczy jakieś słowiańskie legendy (choćby okrojone) czy podania lub przedstawi zarys pogańskich wierzeń ludzi mieszkających ówcześnie na tych terenach. Niechby nawet sam wymyślił jakąś bajkę. Niestety, opis słowiańskich bóstw ogranicza się do napisania, że Światowid miał cztery twarze. Ponadto czytelnik wraz z Krzysztofem obserwuje krótką retrospekcję wydarzeń sprzed setek lat, które jednak tylko częściowo pomagają w wyjaśnieniu zagadki. Może się czepiam, po opisie spodziewałam się jednak czegoś innego.

POSTACI:
Jest ich w książce sporo, biorąc pod uwagę niewielką ilość stron (180). Nietrudno jednak zapamiętać każdego bohatera z osobna, nawet, jeśli obecny był w życiu Krzysztofa jedynie przez chwilę. Przedstawienie postaci nie było jednak pozbawione stereotypów. Szkoda, szczególnie że autor ewidentnie próbuje przekazać czytelnikowi, jak niesprawiedliwe i krzywdzące może być pochopne ocenianie innych ludzi oraz przypinanie im tzw. łatek.

Głównym bohaterem książki jest Krzysztof  informatyk, mieszkający wraz z dziewczyną w położonym na odludziu domu. O ile zachowania, myśli i wypowiedzi Krzysztofa z początku mnie denerwowały, o tyle w dalszej części powieści zaczęłam się do nich przyzwyczajać. Nie przezwyciężyłam jednak swojej niechęci do partnerki Krzysztofa  Moniki, która nigdy nie zwracała się do niego inaczej niż „Krzysiu“ i całą swoją postacią sprawiała wrażenie głupiutkiej, niedojrzałej i pretensjonalnej panienki. Dialogi między tą dwójką (których na szczęście jest stosunkowo niedużo) wprowadzały mnie w najwyższy stan irytacji i chwilami naprawdę nie dziwiłam się, że sąsiedzi nie mogli ich znieść.

PODSUMOWANIE:
„Miłość do trawy“ to moje pierwsze spotkanie z twórczością Michała Krupy i myślę, że nie ostatnie. Mimo że książka wzbudziła we mnie mieszane uczucia, czytało mi się ją naprawdę świetnie. Jako osoba żywo zainteresowana słowiańskim folklorem oczekiwałam od niej nieco więcej, wydaje mi się jednak, że czytelnikowi, któremu ten temat jest zupełnie obcy, lektura może przypaść do gustu. Sympatia do bohaterów lub jej brak to również kwestia dyskusyjna  mnie osobiście drażnią dorośli zachowujący się jak dzieci, lecz ktoś inny mógłby powiedzieć, że postaci wspaniale komponują się z atmosferą historii.

Nadal mam niewielki problem z ocenieniem tej historii, jednak zdecydowałam się odjąć jedną gwiazdkę  za wyjątkowo antypatyczne i zdziecinniałe postaci. Drugiej, mimo kilku niedociągnięć, nie odejmę, choćbym chciała. Po prostu nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz tak przepadłam, czytając jakąkolwiek książkę.

„Miłość do trawy“ oceniam na 4 z 5 gwiazdek.
****

Za możliwość zrecenzowania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.




Tytuł: „Miłość do trawy”
Autor: Michał Krupa
Wydawnictwo: Psychoskok 2017
Ilość stron: 180
Rok pierwszego wydania: 2017
Język oryginału: polski