Sunday, 25 June 2017

Uri Orlev: „Biegnij chłopcze, biegnij” - recenzja książki.


„Biegnij chłopcze, biegnij” to kolejna książka kupiona przeze mnie przez przypadek podczas polowania na promocje w księgarniach internetowych. Choć nazwisko Uriego Orleva nie było mi obce, nie miałam dotąd możliwości przeczytać żadnej z jego powieści. Nie jest to pisarz szczególnie popularny w Polsce – jeśli się nie mylę, wydano u nas jedynie 3 z ok. 30 napisanych przez niego książek. Ponieważ interesuję się zarówno II wojną światową jak kulturą żydowską, bez wahania zdecydowałam się na zakup.


Akcja powieści toczy się w czasach drugiej wojny światowej. Mały Żyd, Srulik, wraz z rodziną mieszka w warszawskim getcie. Pewnego dnia matka chłopca niespodziewanie znika, a jemu cudem udaje się wydostać poza mury getta. Od tej pory musi radzić sobie sam. Nie zdając sobie sprawy z tego, co go czeka, chłopiec rusza przed siebie. Wydarzenia, jakich będzie świadkiem, towarzyszący mu oraz spotykani na drodze ludzie, a także codzienna, brutalna walka o przetrwanie za wszelką cenę na zawsze odcisną piętno na życiu Srulika. Bity, poniżany i nienawidzony za swoje pochodzenie, musi stawić czoła okrutnemu światu oraz realiom wojny. Mimo wszystko udaje mu się przetrwać. Cena, jaką płaci za życie w wyzwolonej Polsce jest jednak niewspółmiernie wysoka. Prześladowany nawet po wojnie, decyduje się na wyjazd do nowo powstałego państwa Izrael, gdzie ma nareszcie szansę opowiedzieć swoją przerażającą historię i zostać wysłuchanym - bo „Biegnij chłopcze, biegnij” to nie fikcja literacka, a historia prawdziwa.


Książka napisana jest w narracji 3-osobowej, z perspektywy 8-letniego dziecka. Brak tu wyszukanych form literackich, głębokich metafor czy przebiegłych zabiegów stylistycznych. Historia dosłownie zwala z nóg (wybaczcie określenie) prostotą języka i dosłownością. Nic nie zostaje tu przemilczane, nie ma miejsca na analizę tego, co dzieje się wokół – liczy się tylko tu i teraz. Świat widziany oczami Srulika wydaje się do głębi zły, odpychający; ludzie przebiegli, podstępni i okrutni. Wojenna zawierucha przerzuca chłopca z miejsca na miejsce, przez kolejne gospodarstwa, las czy nawet do bunkra. Prześladujący Srulika antysemityzm sprawia, że w końcu zapomina on swoją rodzinę, życie przed wojną, a nawet własne imię. Nigdy nie zapomina tylko jednego – tego, że jest Żydem.

„Biegnij chłopcze, biegnij” to przerażający obraz wojny, świadectwo ludzkiej głupoty i okrucieństwa; to bezpośrednie przedstawienie problemu antysemityzmu, nie tylko w czasie wojny, ponieważ ówczesne uprzedzenia zachowały się w swoim uniwersalizmie do dziś. Orlev nie oszczędza nikogo – z właściwą sobie prostotą obnaża hipokryzję ziejących nienawiścią do Żydów Polaków, Niemców, a czasem nawet innych Żydów. Dopiero wkroczenie do kraju wojsk Armii Czerwonej pozwala Srulikowi choć na chwilę poczuć się bezpiecznym i mieć nadzieję na rychłe zakończenie wojny.


Przeczytałam tę książkę w nieco ponad dwie godziny. Nie mogłam się oderwać, nie chciałam przerywać ani na chwilę. Towarzyszyłam Srulikowi na gałęziach drzew, na pastwiskach, w kwaterze Gestapo i w żydowskim domu dziecka. W niemym przerażeniu, ale i fascynacji obserwowałam walkę niewinnego dziecka z otaczającą rzeczywistością, wciąż mając nadzieję, że jednak mu się uda. Ostatnie strony czytałam ze łzami w oczach, nie potrafiąc opanować wzruszenia. Nie pamiętam, kiedy jakakolwiek powieść zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie.

Na pewno wrócę kiedyś do tej książki, jednak nieprędko. Zbyt wielkie emocje towarzyszyły lekturze, zbyt szybka gonitwa myśli. Przeczytam ją jeszcze raz, powoli, bardziej uważnie, bo z pewnością jest tego warta. Powieść polecam wszystkim, zainteresowanym tematem czy nie. Tej książki się nie czyta, ją się dosłownie pochłania.

„Biegnij chłopcze, biegnij” oceniam na 5 z 5 gwiazdek.
*****



Tytuł: „Biegnij chłopcze, biegnij” / „דוץ ילד דוץ
Autor: Uri Orlev
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal
Ilość stron: 239
Rok pierwszego wydania: 2001
Język oryginału: hebrajski