Wednesday, 22 March 2017

Centkiewiczowie: „Człowiek, o którego upomniało się morze” - recenzja.


„Człowieka, o którego upomniało się morze” przeczytałam do tej pory co najmniej trzy razy. Książka ta zawsze wzbudza we mnie emocje i mimo że dobrze znam losy jej bohaterów, za każdym razem przeżywam je na nowo. Co sprawia, że wciąż tak chętnie wracam do opowieści Aliny i Czesława Centkiewiczów o Roaldzie Amundsenie i wraz z nim po raz kolejny przemierzam bezkresne oceany i nieskończone lodowe pustynie? Zapraszam do lektury.
Książka Centkiewiczów to niezwykła historia norweskiego podróżnika, pierwszego człowieka, który zdobył legendarne Przejście Północno-Zachodnie oraz stanął na biegunie południowym. Roald Amundsen, urodzony w 1872 r. w południowo-wschodniej Norwegii, już jako dziecko pragnął tylko jednego – życia na statku. Zakochany w morzu, od małego zgłębiał tajemnice odkryć geograficznych, przyczyny niepowodzeń kolejnych wypraw, porażek ich przywódców i śmierci współtowarzyszy. Zafascynowany sukcesem jednego z pierwszych norweskich odkrywców, Fridtjofa Nansena (który do końca wspierał młodego podróżnika i stał się jego najbliższym przyjacielem), postanowił w końcu rzucić znienawidzone studia medyczne i zupełnie poświęcić się morzu.


Amundsen okazał się człowiekiem o niezwykle silnej woli i żelaznej dyscyplinie, gotowym do najwyższych poświęceń i tego samego wymagającym od towarzyszy wypraw. Niezwykle inteligentny, pracowity i przewidujący, uczył się na własnych błędach, starał dbać o każdy szczegół i nigdy nie rezygnował z marzeń. Choć los nieraz stawiał go przed trudnym wyborem, norweski podróżnik wydawał się być przygotowany na wszystko. Każde niepowodzenie traktował nie jako porażkę, ale nowe doświadczenie. Jedynym, czemu nie potrafił się przeciwstawić, była ludzka zawiść.

Powieść Centkiewiczów traktuje o Amundsenie w sposób niezwykły. Jest to fabularyzowana biografia wielkiego podróżnika, napisana niczym najwspanialsza książka przygodowa. Opowiada o sile jednego człowieka, jego uporze w dążeniu do celu, o sukcesach i niepowodzeniach; opowiada o podróżniku, który całe swe życie poświęcił morzu, odkryciom geograficznym i badaniu nieznanego; podróżniku, dla którego nie istniały granice niemożliwego. Należy bowiem pamiętać, że ówczesny poziom techniki znacznie różnił się od dzisiejszego – tam, gdzie obecnie stosuje się sanie motorowe królowały psie zaprzęgi, zamiast specjalnie przygotowanych do warunków arktycznych kombinezonów musiały wystarczyć skóry fok czy morska trawa. Wspaniałe zdjęcia oraz barwne opisy tradycji i kultury zamieszkujących obszary polarne eskimoskich plemion, dopełniają całości lektury.


Choć „Człowiek, o którego upomniało się morze” to książka poświęcona przede wszystkim Amundsenowi, nie brakuje w niej wątków poświęconych innym, znanym odkrywcom i podróżnikom. Opisane są tu m.in. tragiczne wyprawy sir Johna Franklina czy największego rywala Amundsena w walce o podbój bieguna południowego – Roberta Falcone’a Scotta. Zawarte w powieści fragmenty dzienników dowódców doskonale obrazują ludzkie tragedie, które od zawsze były udziałem wszelkich wypraw polarnych. Historie te opisane są w tak interesujący sposób, że czytelnik mimowolnie pragnie poznać dalsze losy załogi uwięzionego w lodzie statku czy też skazanych na śmierć głodową podróżników. Jednym słowem – książka ta w magiczny, nienachalny sposób zachęca do pogłębiania własnej wiedzy o wyprawach polarnych.

Historia ta równie sugestywnie przedstawia ludzkie zachowania w różnych warunkach i sytuacjach i nie ogranicza się bynajmniej do polarników. Również zmienne postawy polityków, biznesmenów, jak i zwykłych mieszkańców Norwegii, następujące po sobie niechęć i uwielbienie dla Amundsena oraz problemy, z jakimi wciąż się borykał, stanowią krótki, aczkolwiek bardzo treściwy obraz norweskiego (i nie tylko) społeczeństwa. Dokładne opisy zmagań polarnika z instytucjami państwowymi, kłopoty ze zdobyciem środków na kolejne wyprawy, gry polityczne, hipokryzja rywali i własnego narodu – to wszystko towarzyszyło Norwegowi od pierwszych do ostatnich dni. Mimo to, Amundsen do końca pozostał wierny swoim ideałom, stanowiąc przykład człowieka silnego, niesamowicie odważnego, gotowego poświęcić całe życie marzeniom i który to poświęcenie przypłacił samotnością, a w końcu własnym życiem.


Zapytany kiedyś przez jednego z dziennikarzy, po co mu to wszystko, odpowiedział: „Nie pojmie pan, jeśli odpowiem: »Żeby wypełnić puste plamy na mapie, żeby napaść oczy widokiem białych przestrzeni, których nie tknęła ludzka stopa, przestrzeni, na które od setek tysięcy czy milionów lat patrzały tylko gwiazdy. Być tym pierwszym, co zmąci ich ciszę. (...) Zwycięstwo odkrycia napełnia uczuciem szczęścia. Nie może go pojąć ktoś, kto nigdy nie dostrzegł we mgle, przed dziobem statku czy ponad oszronionymi grzbietami psów (...) zarysów nieznanej ziemi, ziemi czystej, nieskalanej podłością. Ona przyciąga jak magnes, przywołuje«”.

Czy „Człowiek, o którego upomniało się morze” to powieść obiektywna? Oczywiście, że nie. Nie jest jednak jej zadaniem beznamiętne przedstawienie życia Amundsena, a jedynie zainteresowanie czytelnika postacią jednego z największych europejskich odkrywców XX wieku, tematyką wypraw polarnych czy odkryć geograficznych. I ta sztuka zdecydowanie się Centkiewiczom udała.

Książka ta otrzymuje ode mnie zasłużone 5 z 5 gwiazdek.

*****